poniedziałek, 14 sierpnia 2017

"Piękno to strach" | Tajemna historia



Są historie, które przeczytane zaledwie jeden raz, zostają z nami na całe życie. Zapisane w pamięci, nieusuwalne niczym czarny atrament, wciąż przypominają o sobie od czasu do czasu. Myślimy o nich, nadal czujemy te emocje, które towarzyszyły nam podczas lektury, równie intensywnie. Czasami nie pozwalają nam zasnąć w nocy. Pragniemy więcej, choć jednocześnie bardzo dobrze wiemy, że nic więcej nie będzie. Że to już zamknięty etap. I zastanawiamy się: jak? Jak to możliwe, że fikcyjna historia, która powstała w czyimś umyśle zupełnie od zera, może mieć tak ogromny wpływ na nasze życie, na to jak postrzegamy świat i jak się w nim odnajdujemy. I po raz kolejny uderza nas niezwykłość tego, że słowa zapisane na papierze, pojedynczo nic nie znaczące, razem mogą stworzyć coś tak magicznego. Coś tak cudownego, jak Tajemna historia.

Wiedziona oczami Richarda Papena, pochodzącego z małego miasteczka Plano w stanie Kalifornia, wprowadza nas w świat elitarnej szkoły Hampden College. Dostanie się do tak renomowanej uczelni jest dla młodzieńca nie tylko spełnieniem marzeń, ale także możliwością ucieczki w pogoni za szczęściem. Główny bohater planuje kontynuować naukę greckiego, jednak okazuje się, że w Hampden College nie każdy może dostać się na te zajęcia. Prowadzący je profesor bardzo skrupulatnie i surowo dobiera swoich uczniów, przez co jego grupa liczy zaledwie kilku studentów - grupę przyjaciół, których łączy nie tylko zamiłowanie do sztuki i języka, lecz także... morderstwo. Richard wiedziony chęcią nauki i bliższego poznania elitarnej grupy profesora Morrowa, nie poddaje się aż do momentu, kiedy dostaje swoje miejsce na zajęciach z greki. Wtedy jeszcze nie ma pojęcia o tym, jak w ciągu kilku miesięcy jego życie obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. 

Tajemna historia to powieść niesamowita w każdym calu. Fascynująca, intrygująca, a momentami nawet niepokojąca. Rozpoczyna się dość nietypowo, bo już na pierwszych stronach czytelnik dowiaduje się, że miało miejsce pewne morderstwo. Autorka wyjawia nam kto zabił oraz kim była ofiara, jednak ukrywa przed nami jeden, równie istotny fakt. Powód morderstwa. Właśnie to sprawia, że w głowie czytelnika pojawia się niezliczona ilość pytań, na które uzyska odpowiedź tylko wtedy, kiedy wysłucha historii Richarda od początku do końca. A historia ta, choć do najkrótszych nie należy, potrafi oderwać od rzeczywistości na długie, długie godziny. Może nie znajdziemy tutaj fabuły pędzącej z zawrotna prędkością, czy niezliczonych zwrotów akcji, lecz długie, szczegółowe opisy oraz rozbudowane dialogi. Jednak właśnie dzięki tym opisom oraz sposobie, w jaki Donna Tartt operuje słowem, można odnieść wrażenie, że Richard naprawdę znajduje się obok nas i pełen emocji opowiada historię, która faktycznie miała miejsce w prawdziwym życiu. Niesamowite jest to, że pióro autorki tak malowniczo zmienia się w zależności od sytuacji. Można zauważyć, że język powieści staje się bardziej poważny w sytuacjach, kiedy mowa jest o sztuce, literaturze czy filozofii niż wtedy, gdy obserwujemy sceny z codziennego życia studenckiego, spotkań towarzyskich, imprez. Właśnie to wszystko sprawia, że Tajemna historia jest tak niesamowicie realna i aktualna.

Aktualna, ponieważ porusza znacznie więcej wątków, niż wspomniane morderstwo. Mówi o problemach, z którymi ludzkość zmagać się będzie tak długo, jak istnieje świat. Jest to opowieść, która sięga w głąb moralności człowieka, wydobywając na światło dzienne to, do czego tak naprawdę jesteśmy zdolni. Opowieść, która pokazuje, jak łatwo jest posunąć się do najgorszych czynów, a jak trudno jest potem z tym żyć. Jest to wizja bardzo niepokojąca, ale też niesamowicie prawdziwa. Wizja, która sprawia, że w głowie czytelnika wciąż tkwi to jedno, najważniejsze pytanie Czy ja postąpiłbym tak samo? A kiedy łapiemy się na tym, że wcale kategorycznie temu nie zaprzeczamy, rzeczywistość uderza w nas ze zdwojoną siłą. Nasza piątka głównych bohaterów popełnia morderstwo z zimną krwią, zaplanowane od początku do końca i to trudno jest usprawiedliwić w jakikolwiek sposób. Lecz autorka zrobiła w swojej powieści coś, co prowadzi do tego, że zaczynamy czuć się dokładnie tak samo jak oni. Sprawiła, że w sercu czytelnika zaczyna rodzić się nienawiść do ofiary tej zbrodni, frustracja jej zachowaniem, a w końcu przekonanie, że z tej sytuacji jest tylko jedno wyjście.

W Tajemnej historii urzekło mnie również to, jak Donna Tartt wykreowała głównych bohaterów. To grupka przyjaciół, którzy na pozór są do siebie bardzo podobni. Mają podobne zainteresowania, pochodzą z wyższych sfer, lecz kiedy poznajemy ich lepiej, okazuje się, że każdy z nich jest zupełnie inny. Każdy ma swoją własną historię, swój specyficzny charakter, który go wyróżnia. Każdy z nich zmaga się z innymi problemami. Donna Tartt stworzyła wokół nich taką tajemniczą otoczkę, która intryguje już od pierwszej chwili i sprawia, że tak samo jak Richard, chcemy poznać ich lepiej, nawiązać bliższy kontakt, zaprzyjaźnić się. I nawet jeśli czytelnik szybko zaczyna dostrzegać, jak ekscentrycznymi i nietypowymi osobami są owe postacie, to ani przez chwilę nie opuszcza go wrażenie, że istnieją one naprawdę i że w jakiś sposób czuje się z nimi związany. Związany w taki sposób, że każde doświadczane przez nich emocje, czytelnik odczuwa  równie mocno. Że ma ochotę wciąż czytać o nich, bez końca poznawać ich charaktery, odkrywać przeszłość i razem stawiać czoła przyszłości.

Jak wspomniałam wcześniej, w Tajemnej historii dominują szczegółowe opisy oraz długie dialogi, dlatego zwolennicy szybkiej akcji, mogą nie być z tego powodu zadowoleni. Wiecie, zawsze myślałam, że sama należę do tej drugiej grupy, ale okazuje się, że nawet brak pędzącej z ogromną prędkością fabuły nie jest dla mnie przeszkodą, jeśli tylko książka napisana została pięknym językiem. I Tajemna historia właśnie taka jest. Donna Tartt wręcz maluje słowem, dzięki czemu przez tę powieść dosłownie się płynie, odczuwając ją całym sobą. Obecność wątków pobocznych dodatkowo sprawia, że czytelnik wcale nie nudzi się przy tej książce. To powieść zawierająca ogromną ilość różnych motywów - od sztuki, literatury oraz filozofii, poprzez uzależnienia i radzenie sobie z błędami młodości, aż po konflikty rodzinne, przyjaźń, miłość.

Wbrew pozorom, napisanie tej recenzji było dla mnie niesamowicie trudne. Myśląc o Tajemnej historii czuję, jak nagle mój umysł opuszczają wszystkie słowa, których mogłabym użyć do opisania tego, z jak wielką mocą wpłynęła na mnie ta powieść. Jest to książka, którą pochłonęłam szybciej, niż mogłabym się tego spodziewać, ale która już na zawsze zaskarbiła sobie specjalne miejsce w mojej pamięci i w moim sercu. To powieść, do której na pewno powrócę jeszcze nie raz i nie dwa, aby znów poczuć te niesamowite emocje, by ponownie przeżyć tą fenomenalną historię. To właśnie ona spowodowała, że poświęciłam całą noc, aby tylko móc czytać dalej; że wylałam ogromną ilość łez, kiedy poznałam jej zakończenie. Jeśli ktoś spytałby mnie o najlepsza książkę przeczytaną przeze mnie w tym roku, bez wahania wymieniłabym właśnie ten tytuł. Ba! Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepsze książki przeczytane w całym życiu, to Tajemna historia na pewno znalazłaby swoje miejsce na takiej liście. Ta powieść to naprawdę coś niesamowitego.

★★★

środa, 2 sierpnia 2017

przeczytane w lipcu

To niesamowite, jak szybko płynie czas. Dla wielu z nas właśnie zakończyła się pierwsza połowa wakacji, a przecież dopiero co je witaliśmy. Lipiec minął mi wręcz błyskawicznie, choć całkiem intensywnie, jeśli chodzi o czytanie, z czego jestem naprawdę zadowolona. W dzisiejszym poście chciałabym Wam krótko opowiedzieć właśnie o tym, jakie pozycje udało mi się przeczytać w zeszłym miesiącu.

Oto książki, które udało mi się przeczytać w lipcu:
  • Podróż wędrowca do świtu oraz Srebrne krzesło - czyli kolejno trzecia, oraz czwarta część serii Opowieści z Narnii, którą zaczęłam jeszcze pod koniec czerwca. I powiem Wam, że jestem zakochana. Jest to historia pełna magii i fantastycznych przygód, która nie tylko przenosi czytelnika w zupełnie inny świat, ale również daje mu możliwość przypomnienia sobie czasów dzieciństwa, kiedy to towarzyszyły nam właśnie takie opowieści. Coś cudownego!
  • Złodziej pioruna, Morze potworów oraz Klątwa tytana - czyli pierwsze trzy tomy serii o Percym Jacksonie, o której słyszał chyba każdy z nas. Jest to kolejna seria z tych, które obiecałam sobie nadrobić w te wakacje i teraz żałuję, że zdecydowałam się na to tak późno. Ponownie, jest to historia pełna niesamowitych przygód i cudownych bohaterów, opisana świetnym, żartobliwym piórem Ricka Riordana, która wciąga niesamowicie. Jak do tej pory, naprawdę świetnie się bawię czytając tę serię i mam nadzieję, że zostanie tak już do końca. 
  • Fangirl - czyli moje drugie spotkanie z Rainbow Rowell. Czy udane? Przyznam, że nadal mam mieszane uczucia co do tej książki. Na pewno trzeba przyznać, że czytało mi się ją niesamowicie lekko i szybko, ale z drugiej strony wydaje mi się, że styl pisania autorki jednak nie jest dla mnie. Niedługo planuję wstawić recenzję tej powieści, więc w niej na pewno opowiem Wam trochę więcej. 
  • Tajemna historia - czyli długo wyczekiwane spotkanie z twórczością Donny Tartt. O tej powieści też na pewno pojawi się wkrótce recenzja, ale na razie powiem Wam tylko, że jest to zdecydowanie jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam do tej pory, nie tylko w tym roku, ale w całym swoim życiu. Naprawdę trudno będzie mi ubrać w słowa to, co faktycznie myślę o tej książce, bo była ona niesamowita.
  • Przebudzenie króla - książka zamykająca serię o kruczych chłopcach autorstwa Maggie Stiefvater. Jestem zakochana nie tylko w historii, która rozgrywa się na kartach tych powieści, ale także w bohaterach, z którymi przez te cztery części związałam się naprawdę mocno i było mi niesamowicie żal, musząc się z nimi rozstać. Kruczy Cykl zdecydowanie posiada część moich ulubionych postaci książkowych, które już zawsze będą mieć w moim sercu specjalne miejsce. Na blogu tak naprawdę nigdy nie opowiadałam Wam o żadnej z czterech książek należących do tej serii, dlatego również o niej chciałabym napisać nieco więcej w osobnej recenzji.
  • Angelfall - zaczęta jeszcze w marcu, a dokończona dokładnie ostatniego dnia lipca. Jest to pierwszy tom serii, który szczerze mówiąc niezbyt zachęcił mnie do tego,  abym sięgnęła po jej kolejne części. Niestety nie polubiłam się ani z bohaterami, ani z fabułą tej powieści. A szkoda, bo niesamowicie spodobał mi się pomysł na. pokazanie aniołów od nieco innej, naprawdę intrygującej strony. 
Są to już wszystkie książki, które udało mi się przeczytać w lipcu. Razem jest ich dziesięć, z czego jestem naprawdę zadowolona, tym bardziej, że mój wakacyjny TBR, o którym wspominałam Wam pod koniec czerwca, dzięki temu diametralnie się zmniejszył. 
A Wy co czytaliście w ubiegłym miesiącu? Do następnego! x

czwartek, 27 lipca 2017

"To uczucia czynią cię człowiekiem. Nawet te niedobre mają swój cel" - Ember In the Ashes. Pochodnia w mroku



Niespełna miesiąc temu udało mi się rozpocząć swoją przygodę z kolejną serią, a mianowicie Ember in the ashes. Jak pisałam Wam w recenzji, pierwsza część zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Już od pierwszej strony wciągnęła mnie w ten niesamowicie wykreowany świat oraz pędzącą z zawrotną prędkością akcję i trzymała w swoich szponach aż do samego końca. Dlatego też byłam niezmiernie szczęśliwa, mogąc sięgnąć po drugi tom w bardzo krótkim odstępie czasu, kiedy emocje nie zdążyły jeszcze opaść a umysł wciąż domagał się dalszego ciągu tej historii. Przyznam, że miałam lekkie obawy dotyczące tego, czy Pochodnia w mroku będzie równie dobra, gdyż nie da się ukryć, iż pierwsza część tej serii postawiła poprzeczkę naprawdę wysoko. Na szczęście okazało się, że nie było żadnego powodu do niepewności.

//jeśli nie czytałeś/-aś jeszcze pierwszego tomu, omiń ten akapit, ponieważ mogą pojawić się w nim małe spoilery//
Elias i Laia, pragnąc wyrwać się ze szponów okrutnej Akademii, uciekają razem po wszczęciu zamieszek, lecz ich życie wcale nie staje się łatwiejsze. Mają bowiem do wykonania niejedną trudną misję. Muszą nie tylko zgubić trop żołnierzy, którzy ruszają za nimi w pościg, ale również sprawić by bunt wszczęty przeciwko okrutnej władzy Imperatora rozgorzał z jak największą siłą. Jednym z ich celów jest także uwolnienie z więzienia brata Lai - Darina - który posiada umiejętności, mogące zwrócić Scholarom wolność. Ich droga będzie pełna przeszkód, niebezpiecznych sytuacji i rozczarowań, które będą musieli pokonać, niejednokrotnie płacąc za to wysoką cenę. Ostateczna stawka jest jednak dużo wyższa.

Jak wspomniałam wcześniej, nie było najmniejszych powodów do obaw, jeśli chodzi o to, czy Pochodnia w mroku okaże się dobrą, godną przeczytania kontynuacją. Autorka bowiem po raz kolejny wrzuca nas w sam środek pędzącej z ogromną prędkością akcji, która w tym tomie, mam wrażenie, miała trochę nieregularne tempo i w niektórych momentach nieco zwalniała, ale nawet wtedy nie było mowy o nudzie. Dzięki temu, że Sabaa Tahir, oprócz kontynuowania wydarzeń z pierwszej części, wprowadziła także trochę nowych wątków, czytelnik znów zostaje wciągnięty w niebezpieczne przygody bohaterów na długie godziny. Odniosłam też wrażenie, że to co dzieje się w Pochodni w mroku jest znacznie mniej przewidywalne niż w przypadku tomu pierwszego. Tutaj autorce naprawdę udało się mnie zaskoczyć i to niejednokrotnie. Okazuje się, że nie wszyscy bohaterowie są w pełni godni zaufania, a jeszcze inni opuszczą nas zbyt wcześnie i zupełnie nieoczekiwanie, co na pewno wywoła w czytelniku ogromną ilość emocji. Zupełnie tak, jak i w poprzednim tomie.

Innym urozmaiceniem, dzięki któremu autorka nadaje tej powieści nowych barw, jest wprowadzenie narracji z punktu widzenia jeszcze jednej bohaterki. Tak więc zamiast dwóch, mamy tutaj do czynienia z aż trzema perspektywami. Jeśli obawiacie się, że to już zbyt wiele, że przez takie ciągłe przeskakiwanie między narratorami w pewnym momencie poczujecie się zagubieni, to muszę Was zapewnić, że w tym wypadku nie będzie to aż takie łatwe. Myślę, że ukazanie tej historii z perspektywy kolejnej bohaterki jest nie tylko ciekawe, ale także bardzo potrzebne, ponieważ dzięki temu wiemy również, jak przedstawia się sytuacja w Akademii, gdzie okrucieństwo zdaje się wciąż przybierać na sile. I oczywiście ci, którzy polubili się z tą bohaterką, na pewno będą zadowoleni z faktu, że mogą spojrzeć na tę historię po części z jej perspektywy.

Niestety, w Pochodni w mroku znalazły się rzeczy, do których miałam pewne zastrzeżenia, czy wątpliwości, ale na szczęście były one tak małe, że nie wpłynęły zbyt negatywnie na moją radość z czytania. Jedna z nich to wątek miłosny. W pierwszej części serii bardzo spodobało mi się to, że autorka tak subtelnie wprowadziła go do fabuły i że tak naprawdę nie był on zbyt wyczuwalny. Nawet mimo faktu, że mamy tu do czynienia z trójkątem miłosnym. Jednak w Pochodni w mroku jest tego wątku nieco więcej, co w pewnym momencie zaczęło mnie irytować. Zdecydowanie nie jestem jego fanką, choć naszą dwójkę głównych bohaterów naprawdę polubiłam. Może gdyby nie był to trójkąt miłosny, może gdyby pewien zwrot akcji po części z nim związany nie dał się aż tak łatwo przewidzieć - kto wie, może wtedy znacznie bardziej przypadłby mi do gustu. Na szczęście, choć w tym tomie jest go nieco więcej, niż w poprzednim, to nadal pozostaje on jedynie w tle tej historii. Tak więc myślę, że nawet jeśli zupełnie nie przepadacie za wątkami miłosnymi w książkach fantastycznych, to możliwe, że w Pochodni w mroku nie będzie Wam to aż tak bardzo przeszkadzać.

Kolejna kwestia, która wywołała u mnie pewne wątpliwości, to ta związana z wątkiem magii. Nie chcę mówić dokładnie, o jakie wydarzenie i o którego bohatera dokładnie chodzi, aby uniknąć spoilerów, jednak myślę, że ci, którzy są już po przeczytaniu Pochodni w mroku będą wiedzieć o jakiej sytuacji dokładnie jest mowa. Bowiem w pewnym momencie jeden z bohaterów zaczyna wykazywać pewne moce, o których przedtem nie miał pojęcia, a co więcej - nawet nie zdarzało mu się to nigdy wcześniej. Mimo to, nikt nie zastanawia się, skąd takie zdolności nagle mogły się pojawić, ani nawet za bardzo tego nie kwestionuje. Odniosłam wrażenie, że nikt tak naprawdę za bardzo się tym nie przejął i wszyscy odebrali to z wręcz nienaturalnym spokojem, a przecież zarówno dla samego bohatera obdarzonego tą zdolnością, jak i jego przyjaciół, na pewno musiało to być niemałe zaskoczenie. W końcu w świecie, który wykreowała autorka, ludzie wykazujący takie umiejętności są raczej znaczną mniejszością. Może nie jest to jakaś znacząca wada i jest szansa, że Wam zupełnie nie będzie to przeszkadzać, jednak w moim przypadku dosyć mocno przykuło to moją uwagę.

Mimo tych kilku niedociągnięć, o których wspomniałam, uważam, że Pochodnia w mroku to kontynuacja, która bez dwóch zdań podtrzymuje tą wysoką poprzeczkę, postawioną przez Imperium ognia. Historia Lai i Eliasa wciąż trzyma w napięciu i wywołuje ogromną ilość emocji - zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. To okrutne i bezwzględne uniwersum, które wykreowała autorka po raz kolejny bezpowrotnie porwało mnie w swoje objęcia i nie chciało puścić aż do ostatniej strony, a te kilkaset stron, które liczy sobie Pochodnia w mroku, uciekało pod moimi palcami w zawrotnym tempie. Tak więc jeśli pierwsza część serii zrobiła na Was tak samo duże wrażenie, jak na mnie, to mogę Was zapewnić, że Pochodnia w mroku zdecydowanie podtrzymuje ten wysoki poziom. Jeśli natomiast seria Ember  In the Ashes jest Wam jeszcze nieznana, a czujecie, że te książki idealnie wpasują się w Wasze gusta, to z całego serca mogę Wam je polecić. Mam nadzieję, że tak samo jak ja, spędzicie z nimi cudowne, pełne emocji chwile.

★★★

Za możliwość przeczytania Pochodni w mroku serdecznie dziękuję agencji Business&Culture oraz Wydawnictwu Akurat

sobota, 8 lipca 2017

"Póki trwa życie, jest nadzieja" - Ember in the Ashes. Imperium ognia


Imperium ognia to książka, o której jakiś czas temu było naprawdę bardzo głośno. Zachęcona nie tylko samym opisem, ale w dużej mierze również tymi wszystkimi pochwałami, które napotykałam właściwie cały czas, sama zakupiłam swój egzemplarz. Inną sprawą jest, że było to już prawie rok temu i aż do teraz, pierwszy tom tej serii leżał na mojej półce nieprzeczytany. Tak to już chyba jest z tymi książkami, które kupujemy - po prostu muszą przeleżeć jakiś czas w naszej biblioteczce, zanim zdecydujemy się po nie sięgnąć. Do przeczytania Imperium ognia ostatecznie zachęciła mnie premiera kontynuacji, która miała miejsce w zeszłą środę. Stwierdziłam, że teraz już nie mam innego wyjścia, więc w końcu zabrałam się za czytanie. I dosłownie przepadłam.

Laia jest jedną z tych, których określa się mianem Scholarów - części społeczeństwa, żyjącego w ciągłym strachu i terrorze okrutnego Imperium. Świecie, w którym jeden zły ruch, może kosztować ludzkie życie. Dziewczyna kilka lat wcześniej straciła swoich rodziców. Niedawno zabito również jej dziadków, a brata wzięto do niewoli. Aby go uwolnić, Laia sprzymierza się z ruchem oporu działającym przeciwko władzy. W roli niewolniczki trafia do Czarnego Klifu, czyli miejsca, w którym szkoli się bezwzględnych wojowników, zwanych Maskami. Jej zadaniem jest zdobywanie cennych informacji i przekazywanie ich ruchowi oporu, w zamian za pomoc w ocaleniu brata oskarżonego o zdradę.
Jedną z Masek jest Elias. Szkolony na bezwględnego wojownika, który będzie potrafił zabijać bez skrupułów. Choć jest jednym z najlepszych uczniów w całej Akademii, to tak naprawdę wcale nie pragnie stać się tym, kim powinien. Marzy o ucieczce, choć wie, że jest to śmiertelnie niebezpieczne. Co stanie się, gdy losy tej dwójki się połączą? Czy potencjalni wrogowie, mogą stać się swoimi sojusznikami?

Na pierwszym miejscu na pochwałę na pewno zasługuje świat, jaki Sabba Tahir wykreowała w swojej powieści. Mamy tu połączenie bezwzględnego, okrutnego Imperium, inspirowanego starożytnym Rzymem, ze światem fantastycznym, odrobiną magii, a także arabskiej mitologii. Taka kombinacja robi niesamowite wrażenie, tym bardziej, że autorka kreuje ten świat naprawdę porządnie i skrupulatnie. I choć jesteśmy w stanie doszukać się w nim tego, co można było spotkać już w wielu innych powieściach młodzieżowych, to niewątpliwie w tym wypadku uwagę czytelnika bardziej zwraca to co nowe i świeże. A takich kwestii jest całkiem sporo. Oprócz tego, mamy tu do czynienia ze światem, którym rządzi ogromne okrucieństwo, co autorka pokazuje w naprawdę dobitny sposób. Jest tu dużo krwi, ofiar, śmierci i tortur. Już właściwie na samym początku dostajemy brutalny obraz tego, jak ogromna dyscyplina panuje w Imperium, a im dalej w głąb książki, tym czytelnik bardziej zostaje utwierdzony w przekonaniu, że jest to świat, w którym tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpiecznie. Tutaj jeden mały błąd, może kosztować nawet czyjeś życie, o czym autorka zdecydowanie nie daje nam zapomnieć.

Narracja w Imperium ognia prowadzona jest równolegle z punktu widzenia dwójki głównych bohaterów, tak więc na zmianę dostajemy rozdziały opisywane z perspektywy Lai i Eliasa. W przypadku tej historii taki zabieg to naprawdę strzał w dziesiątkę, jako że oboje pochodzą z zupełnie różnych środowisk i grup społecznych. Dzięki temu dostajemy bardzo dokładny wgląd na to, jak wygląda życie zarówno tych, którzy należą do kasty Scholarów, jak i tych, których nazywa się Wojanami. Możemy dostrzec, jakie kontrasty panują między tymi dwoma grupami, jednak kiedy drogi tej dwójki się przecinają, zauważamy również małe podobieństwa. Taka narracja daje również czytelnikowi możliwość dokładnego poznania głównych bohaterów, a tych autorka wykreowała naprawdę dobrze. Zresztą, nie tylko ich, bo patrząc tak naprawdę na wszystkie postacie występujące w tej książce, nasuwa mi się na myśl jedno słowo: różnorodność. Ogromna różnorodność charakterów, postaw, życiorysów. Co więcej, nie znalazłam w tej historii ani jednej postaci, która sprawiałaby wrażenie zbędnej. Każda z nich ma swoje znaczenie w tej historii i każda dopełnia ją na swój niepowtarzalny sposób.

Chyba nie sposób nie domyślić się, nawet zanim sięgnie się po Imperium ognia, że będziemy tu mieli do czynienia również z wątkiem miłosnym. W miarę poznawania fabuły zauważymy także fakt, iż autorka postanowiła pójść też trochę dalej i stworzyć pewnego rodzaju trójkąt miłosny. Często w książkach dla młodzieży te miłosne relacje między bohaterami ukazane są w taki sposób, że stają się bardziej problemem dla czytelnika, aniżeli uzupełnieniem fabuły. Na dodatek, wiele z nas ma już dość tych sytuacji, w której pojawia się ktoś "trzeci", a główny bohater czy bohaterka musi dokonać wyboru pomiędzy dwoma adoratorami. Nie da się ukryć, że Sabaa Tahir podążyła podobnym tropem, ale zrobiła to w taki sposób, że nawet trójkąt miłosny ani trochę mi nie przeszkadzał. Na pewno na pochwałę zasługuje fakt, że cały ten wątek ani przez chwilę nie dominuje w powieści, czego niejednokrotnie doświadczyłam w innych książkach i czego naprawdę nie lubię. Autorka tak subtelnie i nienachalnie wplotła go w całą fabułę, że ostatecznie stworzył on tylko jej uzupełnienie, a nie pierwszoplanowy wątek. 

Jedyne, co w "Imperium" nie do końca wypada na plus, to fabuła sama w sobie. Jednak nie jest tu problemem fakt, że zbyt mało się dzieje i czytelnik już po kilkudziesięciu stronach będzie czuł się znudzony. Wręcz przeciwnie. Autorka już w pierwszym rozdziale wrzuca nas w naprawdę szybki wir akcji i przez całą powieść utrzymuje raczej podobne tempo. Wprowadzając przeróżne intrygi czy zwroty akcji, stara się zachować nieprzerwaną uwagę czytelnika aż do ostatniej strony. Aczkolwiek, te niespodzianki w fabule, które prawdopodobnie miały za zadanie wbijać w fotel, jak i samo zakończenie, niestety da się dosyć łatwo przewidzieć. I choć zazwyczaj takie rzeczy w książkach faktycznie trochę mi przeszkadzają, to tutaj nie miałam z tym żadnego problemu. Tak bardzo zaangażowałam się w losy bohaterów już od samego początku, że nie miałam najmniejszej ochoty odrywać się od niej chociażby na chwilę. 

Jak wspomniałam wcześniej, Imperium Ognia cieszy się ogromną ilością pochlebnych opinii, a ja jestem kolejną osobą, która bez dwóch zdań może się pod nimi podpisać. Historia Lai i Eliasa zawiera wszystko to, co czyni książkę godną przeczytania - wciąga już od pierwszych stron, nieprzerwanie trzyma w napięciu, trzyma czytelnika w szponach akcji biegnącej z niezmierzoną prędkością, wywołując przy tym emocjonalny rollercoaster. Choć można się tu doszukać pewnych schematów, a fabuła nie zawsze jest tak nieprzewidywalna, jak byśmy tego chcieli, to w żadnym stopniu nie odebrało mi to radości z czytania. Wręcz przeciwnie, aż trudno było mi uwierzyć w to, że Imperium Ognia jest debiutem tej autorki, bo trzyma on poprzeczkę naprawdę wysoko. Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję, że w kolejnej części autorka również w pełni pokaże, na co ją stać.

★★★

czwartek, 29 czerwca 2017

książki, które chcę przeczytać w te wakacje



W zeszły piątek wreszcie przywitaliśmy wakacje, na pewno długo przez wszystkich wyczekiwane. A to oznacza, że w końcu można poświęcić na czytanie książek tyle czasu, ile tylko się zapragnie. Postanowiłam, że w ciągu tych dwóch miesięcy chciałabym uporać się z niektórymi zaległościami czytelniczymi, a także dokończyć rozpoczęte serie, które ciągną się za mną od dobrych kilku miesięcy. Stworzyłam taką minimalną listę tytułów, jakie na pewno chciałabym przeczytać w ciągu tych dwóch miesięcy i to właśnie za nie zabiorę się w pierwszej kolejności. Oto one:

Szturm i grom oraz Ruina i rewolta Leigh Bardugo
Swoją przygodę z trylogią Grisza rozpoczęłam jeszcze w zimie, jednak wtedy udało mi się zapoznać tylko z pierwszym tomem. Choć muszę przyznać, że Cień i kość nie był dobrym początkiem cyklu i prawie wcale nie przypadł mi do gustu, to stwierdziłam, że chcę dać szansę tej autorce i dokończyć tę serię. Kto wie, może kolejne tomy okażą się o niebo lepsze, a moje zdanie o trylogii Grisza ulegnie diametralnej zmianie. Mam cichą nadzieję, że tak właśnie się stanie. 

Seria Szklany tron Sarah J. Maas
Odkąd przeczytałam dwie pierwsze książki z tego cyklu, minęła już dosyć spora ilość czasu. Nie mam pojęcia dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po kolejny tom, ponieważ zdecydowałam się to zrobić dopiero kilka tygodni temu. A przecież ta seria tak bardzo mi się spodobała! Dziedzictwa ognia niestety na razie nie dokończyłam, ale jestem stuprocentowo pewna, że zrobię to jeszcze w tym miesiącu. Oprócz tego chciałabym przeczytać również czwarty i piąty tom, tak aby mieć za sobą wszystkie wydane do tej pory książki z tego cyklu. Nie są ta książki o małej objętości, dlatego tym bardziej mam nadzieję, że uda mi się za nie zabrać właśnie w wakacje. W końcu tak ogromne tomiszcza najlepiej czyta się, kiedy wolnego czasu jest pod dostatkiem.

Seria Opowieści z Narnii C.S. Lewisa
Pomysł, aby przeczytać tę serię przyszedł do mnie zupełnie spontanicznie. Będąc jeszcze w podstawówce, przeczytałam pierwszy tom, czyli Lwa, czarownicę i starą szafę ale nigdy nie udało mi się sięgnąć po kolejne, mimo że, z tego co pamiętam, początek serii naprawdę przypadł mi wtedy do gustu. Tak więc postanowiłam, że tego lata cofnę się nieco wstecz do czasów dzieciństwa i w końcu przeczytam tę serię w całości. Powiem Wam, że jestem tym naprawdę podekscytowana!

Percy Jackson i bogowie olimpijscy Ricka Riordana
Wiem, aż wstyd się przyznać, ale zarówno ta seria, jak i pozostała twórczość Ricka Riordana, wciąż są przede mną. Nie mam pojęcia czemu aż do teraz nie udało mi się zapoznać z chociażby jedną książką tego autora, tym bardziej że planowałam to zrobić już od długiego czasu. Niestety,  za każdym razem na planach się kończyło. Jednak wreszcie powiedziałam sobie, że w te wakacje m u s z ę to nadrobić. Nie ma innego wyjścia. Trochę żałuję, że nie sięgnęłam po tę serię wcześniej, ale jak to mówią - lepiej późno niż wcale!

Tajemna historia Donny Tartt
Kolejna, dosyć pokaźna objętościowo, książka w moich planach czytelniczych na te wakacje. Twórczość tej autorki również nadal jest dla mnie zagadką, dlatego postanowiłam, że w końcu trzeba to zmienić. Zbyt wiele pozytywnych opinii czytałam o jej twórczości, abym mogła tak po prostu przejść obok jej książek obojętnie. Na pierwszy ogień wybrałam Tajemną historię, której jestem chyba najbardziej ciekawa. Mam nadzieję, że zapoznaniu się z tą historią, będę mogła bez wahania podpisać się pod tymi wszystkimi pochwałami kierowanymi w stronę autorki i jej twórczości


Właśnie tak przedstawiają się moje plany czytelnicze na te wakacje. Jeśli czytaliście którąś z powyżej wymienionych książek, zachęcam Was do dzielenia się swoimi opiniami w komentarzach.
Jak przedstawia się Wasz TBR na najbliższe dwa miesiące? A może nie robicie żadnych planów czytelniczych i czytacie to, co akurat wpadnie Wam w ręce? Piszcie! xx

środa, 21 czerwca 2017

Stephen Chbosky "Charlie"

Na zdjęciu wersja anglojęzyczna
Dorastanie nie jest łatwym okresem, wie to chyba każdy z nas. Może z perspektywy czasu, patrząc wstecz na te lata młodości, stwierdzimy że problemy, które wtedy mieliśmy nie były tak olbrzymie, jak wtedy nam się wydawało. Może będziemy z utęsknieniem patrzeć na ten czas, marząc o tym by cofnąć się wstecz choć na chwilę. Mimo wszystko, będąc tu i teraz, to wszystko nie jest aż tak błahe. Pragnienie akceptacji wśród rówieśników, problemy w domu czy w szkole, poczucie, że pośród tych wszystkich ludzi i tak jesteśmy samotni, nowe doświadczenia, których często panicznie się boimy. To wszystko, skumulowane razem, często sprawia, że nie mamy pojęcia, jak sobie z tym poradzić. Czujemy, że nikt tak naprawdę nie jest w stanie nas zrozumieć. Mamy ochotę uciec jak najdalej. Zawzięcie szukamy sensu życia.

Charlie właśnie zaczyna nowy etap w swoim życiu - idzie do pierwszej klasy liceum. Jest nieśmiałym, raczej wycofanym z życia towarzyskiego nastolatkiem, dlatego boi się nowego otoczenia, nieznajomych ludzi i tego, co go czeka. Dodatkowo fakt, że rok wcześniej stracił jedną z najważniejszych osób w swoim życiu, najlepszego przyjaciela Michaela, sprawia, że Charlie nie umie całkowicie cieszyć się życiem. Zaczyna więc pisać listy do przyjaciela, który istnieje tylko w jego wyobraźni. Nie załącza jednak adresu zwrotnego. Nie oczekuje od niego odpowiedzi. Potrzebuje jedynie kogoś, komu mógłby opowiadać o swoich rozterkach. Kogoś, kto go "wysłucha", jednocześnie nie oceniając. W nowej szkole poznaję dwójkę nowych przyjaciół - Sam oraz Patricka - i wtedy zauważa, że jego życie powoli zaczyna się zmieniać.

Charlie to z pozoru bardzo prosta książka, opowiadająca o zwykłym nastolatku, który próbuje odnaleźć się w tym świecie, który szuka akceptacji i zrozumienia. Czytelnik obserwuje jego życie, spotkania z rówieśnikami, problemy w szkole czy w rodzinie. Towarzyszymy mu przez całe dwanaście miesięcy. Widzimy, jak stopniowo się zmienia, jak doświadcza nowych rzeczy. Jednak myślę, że to właśnie w prostocie tkwi siła tej książki. Autor nakreślił prawdziwy obraz tego, jak wygląda dorastanie. Pokazuje nam rozterki, z jakimi muszą zmagać się młodzi ludzie. Dzięki formie epistolarnej, którą tworzą listy pisane przez głównego bohatera, czytelnik ma wrażenie, że może dokładnie doświadczyć tego, co dzieje się w umyśle nastolatka. Ma się wrażenie, że poznajemy go od tej strony, od której mieli okazję poznać go naprawdę nieliczni. A może nawet nikt. Charlie przelewa na papier wszystko co przyjdzie mu na myśl, dokładnie opisując przebieg swoich dni, co sprawia, że niejednokrotnie sami możemy odnaleźć się w sytuacjach czy zachowaniach, które nakreśla nam bohater.

Rzecz, która szczególnie zwróciła moją uwagę w tej książce, to fakt, że Charlie nie zwraca się do odbiorcy swoich listów żadnym konkretnym imieniem. Zamiast tego stosuje zwrot "drogi przyjacielu", co sprawia, że czytelnik może się poczuć, jakby to właśnie z nim korespondował główny bohater, że to właśnie on jest tym, któremu nastolatek ufa bezgranicznie. Tworzy to pewną więź między Charliem a tym, który czyta tę książkę, daje poczucie osobistości i sprawia, że z każdym kolejnym listem coraz bardziej zżywamy się z głównym bohaterem. To sprawia, że ma się ochotę odpisać na jedną z tych wiadomości, dać nastolatkowi rady, dzięki którym może wiedziałby jak postąpić w trudnych dla niego sytuacjach, pocieszyć kilkoma słowami otuchy. I choć na początku myślałam, że przez małą objętość książki nie uda mi się zżyć z jej bohaterami, to bez wahania mogę przyznać, że się myliłam. Główne postacie, w szczególności Charlie, bardzo szybko stali się bliscy mojemu sercu.

Dzięki temu, że Stephen Chbosky wykreował tak realistycznych bohaterów, myślę, że każdy czytelnik tej książki będzie w stanie odnaleźć w którymś z nich choćby małą cząstkę samego siebie. Autor nie pokazuje w swojej powieści wyidealizowanych nastolatków, którzy prowadzą zupełnie beztroskie życie, nie musząc przejmować się zupełnie niczym, ale tym samym nie przesadza również w tę drugą stronę i nie tworzy postaci, którym życie ciągle rzuca kłody pod nogi, nie przynosząc im nic dobrego. Ich problemy przytrafiają się wielu osobom w prawdziwym życiu, dzięki czemu Charlie to książka, która ma szansę trafić do ogromnej liczby odbiorców, szczególnie tych w młodym wieku, ale nie tylko. Ponadto, liczy ona nieco ponad dwieście stron i jest napisana tak lekkim językiem, że spokojnie można ją skończyć w jedno popołudnie. Tym bardziej, że stanowi ona idealny sposób na oderwanie się od własnej rzeczywistości i przeniesienie się do życia innych ludzi na kilka godzin.

Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki autor przedstawił w tej historii znaczenie książek, muzyki czy filmów dla osób w młodym wieku. Bardzo ujął mnie fakt, że dla głównego bohatera stanowiły one coś znacznie więcej, niż tylko formę rozrywki. Charlie traktował je jako źródło ważnych życiowych wartości. Wierzył, że może w nich znaleźć wiele inspiracji, czy ważnych wskazówek. To one w dużej mierze pomagały mu odkryć kim tak naprawdę jest. Często podarowywał swoim przyjaciołom ważne dla niego powieści, wierząc, że na nich również będą miały tak duży wpływ, a także kasety z piosenkami, które często przypisywał konkretnym wydarzeniom w swoim życiu. Przez ponad dwieście stron książki przewija się niemała ilość tytułów różnych utworów, czy książek, tak więc czytelnik sam może sprawdzić, jakie znaczenie będą one miały właśnie dla niego.

Charlie to książka, która w bardzo realny, ujmujący sposób pokazuje dobre, a także złe strony dorastania. Choć została wydana blisko dwadzieścia lat temu, myślę, że jeszcze przez długi czas będzie trafiać do wielu czytelników. Autor poruszył w niej naprawdę pokaźną ilość problemów, z jakimi zmagają się młodzi ludzie. Traktuje ona nie tylko o przyjaźni, pierwszej miłości, akceptacji wśród rówieśników ale także o samobójstwie, narkotykach czy bólu związanym z utratą bliskich. Jest to powieść, którą bez wahania mogłabym polecić osobom, szukającym czegoś na pozór lekkiego, ale pouczającego, a szczególnie tym, którzy sami aktualnie zmagają się z podobnymi problemami.

★★★

poniedziałek, 29 maja 2017

Jay Asher "Trzynaście powodów"


Pewnego dnia po powrocie ze szkoły, Clay Jensen znajduje przed drzwiami swojego domu tajemnicze pudełko. W środku odkrywa siedem kaset nagranych przez jego koleżankę o imieniu Hannah, która kilkanaście dni wcześniej odebrała sobie życie. Jednak przed śmiercią postanowiła opowiedzieć swoją historię, podając trzynaście powodów, które sprawiły, że podjęła taką decyzję. Bohaterami nagrań są pojedyncze osoby, a zestaw kaset trafia kolejno do każdej z nich. Teraz przyszła pora na Claya. To razem z nim czytelnik stopniowo odkrywa prawdę i przeżywa pełną bólu historię dziewczyny.

Trzynaście powodów porusza ciężki i niestety wszechobecny problem występujący w naszym społeczeństwie, a mianowicie samobójstwo. W tym wypadku młoda osoba, przed którą całe życie stoi otworem, która dopiero wchodzi w dorosły świat, postanawia odejść. Zostawia wszystko, bo wierzy, że to jest najlepsze wyjście. A powodem są jej rówieśnicy. Ludzie, którzy zamiast wspierać, podkładali kłody pod nogi. Zamiast mówić miłe rzeczy, potrafili tylko krytykować. Zamiast pomóc, udawali, że nie widzą. Czytając tę książkę niejednokrotnie zastanawiałam się: dlaczego? Dlaczego doprowadzamy do takich sytuacji, w których dzieją się podobne rzeczy? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam ranienie innych ludzi? I przede wszystkim, co nam to w ogóle daje?

Wiem, że wiele osób nie potrafi zrozumieć Hannah. Uważa, że powody, które wymienia w swoich nagraniach są zbyt błahe. Natomiast ja sądzę, że Jay Asher świetnie pokazał w swojej książce to, jak wielką moc mają nasze słowa. Słowa, które często wypowiadamy pochopnie, bez większych przemyśleń. Dla nas czasami wydają się nieznaczące, ale zbyt często zapominamy, że mogą ranić równie mocno, jak czyny. Każdy człowiek znosi takie ciosy inaczej. Jedni mają na tyle mocną psychikę, że po jakimś czasie przestaną mieć one dla nich znaczenie, ale dla innych to może być główny powód, przez który każdego dnia będą upadać coraz niżej. Może te pojedyncze sytuacje, które opisywała Hannah, same w sobie nie były aż tak szkodliwe, ale razem tworzyły tykającą bombę. Były jak cegiełki, które układane kolejno obok siebie, zbudowały w niej chęć zakończenia swojego życia. I to właśnie uświadamia czytelnikowi ta historia.

W książce, która porusza takie problemy panuje naprawdę smutny, melancholijny klimat. Jest tu dużo miejsca na łzy i przemyślenia, jednak mimo to, czyta się ją niesamowicie szybko. Autor w naprawdę łatwy sposób opisuje całą tę historię. I choć nie udało mi się szczególnie zżyć z bohaterami, bo za szybko musiałam się z nimi rozstać, to ich przeżycia naprawdę mnie dotknęły. Możliwość spojrzenia na świat zarówno z perspektywy osoby, która niedawno straciła przyjaciela, jak i kogoś, kto odebrał sobie życie, sprawiła, że książka Jaya Ashera na pewno na długi czas pozostanie w mojej pamięci. Uświadomienie sobie, co czują ludzie z takimi doświadczeniami naprawdę sprawiło, że moje serce niejednokrotnie ściskało się z żalu. Również fakt, że tak naprawdę poznajemy te historię od tyłu przyczynia się do tego, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna odczuwać bezsilność. Świadomość, że nic już nie można zrobić w tej sytuacji, że nie można pomóc w żaden sposób, jest naprawdę raniąca.

Żałuję, że autor tak powierzchownie potraktował wątki bohaterów drugoplanowych, które swoją drogą zostały świetnie nakreślone w serialu produkcji Netflixa o tym samym tytule. W ekranizacji mieliśmy szansę zobaczyć, że również bohaterowie kaset zmagają się z niemałymi problemami, że są to ludzie, których życie także nie oszczędza. Dzięki temu, historia ta nabrała jeszcze większej wartości, czego bardzo zabrakło mi w książce. Rozwinięcie wątków postaci drugoplanowych na pewno sprawiłoby, że momentów chwilowego znudzenia, które niejednokrotnie pojawiały się u mnie podczas czytania Trzynastu powodów, byłoby znacznie mniej, a może nawet nie zdarzałyby się wcale. Myślę, że dałoby to czytelnikom również nieco inne spojrzenie na te historię, bo oprócz perspektywy Claya i Hannah, poznalibyśmy również punkt widzenia tych, którzy w jakiś sposób przyczynili się do samobójstwa bohaterki.

Trzynaście powodów nie jest książką bez wad, ale mimo to nie żałuję, że zdecydowałam się po nią sięgnąć. Jest to bardzo ważna historia, która może uświadomić czytelnikowi wiele istotnych kwestii. Myślę, że po zapoznaniu się z przeżyciami Hannah każdy człowiek będzie bardziej zwracał uwagę na swoje słowa i czyny, biorąc pod uwagę to, jaki wpływ mają one na drugą osobę. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji po nią sięgnąć, lub z jakiegoś powodu zwlekaliście, to naprawdę ogromnie polecam Wam to zrobić.

★★★
[3,5/5]